| PowerTraveller Power Monkey Explorer |
|
|
| Wpisany przez trail.pl |
| wtorek, 24 stycznia 2012 15:06 |
|
Powertraveller to połączenie przenośnej ładowarki (akumulatora) z panelem słonecznym i całkiem pokaźnym zbiorem dodatków. Akumulator może być ładowany bezpośrednio z sieci, przy pomocy łącza USB lub z wcześniej wspomnianych paneli.
O ile bardzo cenię sobie niezależne urządzenia nawigacyjne, to jednak najwygodniejszym GPSem jaki do tej pory używałem jest iPhone 4 wyposażony w różnego typu aplikacje nawigacyjne. Przyjemność użytkowania zakłóca tylko fakt, że na głównej baterii iPhone kończy żywot po ok 4-6 godzinach nawigacji (zakładam średnie zachmurzenie, teren leśno-pagórkowaty), przy niskiej temperaturze ten okres jeszcze drastycznie się skraca. To wszystko spowodowało, że z niecierpliwością oczekiwałem nowego gadżetu – PowerTraveller Power Monkey Explorer z panelem słonecznym. Zapowiadało się jako idealne urządzenia dla turystycznego "geeka" obwieszonego elektroniką na szlaku (niestety, takie czasy...), a jak było w rzeczywistości? Co to jest?Powertraveller to połączenie przenośnej ładowarki (akumulatora) z panelem słonecznym i całkiem pokaźnym zbiorem dodatków. Akumulator może być ładowany bezpośrednio z sieci, przy pomocy łącza USB lub z wcześniej wspomnianych paneli. Co ciekawe, ładowarka sieciowa jest wyposażona w końcówki obsługujące praktycznie cały świat, co już samo w sobie jest bardzo pożytecznym rozwiązaniem. W zestawie jest też zestaw końcówek, pozwalających ładować większość dostępnych na rynku telefonów, smartfonów czy odtwarzaczy mp3. Akumulator posiada mały wyświetlacz LCD, więc można w miarę dokładnie kontrolować pozostałą rezerwę. Jest on też wodo- i wstrząsoodporny (przynajmniej na ile pokazały to moje "delikatne" testy), w dość ergonomicznym kształcie. Panel słoneczny posiada też mocowanie do plecaka (velcro), więc dość łatwo je zamocować w trasie. Podstawowym źródłem doładowania urządzeń jest akumulator, ale teoretycznie może się to odbywać wprost z baterii słonecznej. Ponieważ testy przeprowadzałem w zimowej Izerskiej scenerii i było raczej mgliście niż słonecznie, nie udało mi się tego sprawdzić – akumulator wymaga ok 6h mocnego słońca, żeby doładować do połowy akumulator, a bez tego słabo doładować telefon. Tak więc przy typowej polskiej pogodzie panel słoneczny to ciekawy element, ale raczej nieco abstrakcyjny (podczas testu przy przejściowym zachmurzeniu, 7h nie starczyło nawet na podniesienie jednej kreski). Co może zdziałać
Oczywiście, jak wszystko, zestaw ma też wady. Dla mnie największą niedogodnością było kiepskie połączenie urządzenie - ładowarka - panel (wymienne końcówki). Nie posiadają żadnego zabezpieczenia, co powoduje, że możemy nieść przez kilka godzin na plecaku panel z akumulatorem, nie wiedząc że kabelek wypadł już przy wkładaniu... Sam kabel pozwalający na ładowanie akumulatora z panelu powinien być też nieco dłuższy, żeby spokojnie umieścić go w plecaku podczas ładowania. Podsumowując, mimo drobnych wad, jest to świetne urządzenie podróżne, wielofunkcyjność końcówek ładowania i możliwości podłączenia czynią z Powertravellera naprawdę przydatny zestaw, pozwalający zredukować plątaninę kabli jaką zazwyczaj zabieram w podróż. A co do panelu słonecznego, to trzeba po prostu co najmniej jeden wyjazd zaplanować do Afryki :) |